Pluszowy Miś

Gdy byłem dzieckiem, nasza rodzina, podobnie jak wiele innych otrzymywała w paczkach m.in. produkty żywnościowe od cioci ze Szwajcarii. Jednak mnie najbardziej w pamięci utkwiła paczka, w której był ogromny pluszowy miś, większy ode mnie! Mam go do dzisiaj! :)
Najpiękniejsze buty

Pamiętam paczki, które dostawaliśmy w latach 80-tych z zagranicy. Paczki to było życie! Dosłownie W tej szarej rzeczywistości w której nie było nic, ale to zupełnie nic, to to był nasz ratunek. Pamiętam pachnące pomarańcze, sery żółte i przede wszystkim wspaniale, cieplutkie buty zimowe, które były po prostu piękne! Nie miałam butów, a zima była wyjątkowo zimna i śnieżna, stałam cały dzień w kolejce do sklepu obuwniczego, w końcu przywieźli towar i były tylko... zimowe buty męskie.... Popłakałam się, bo ciągle tych butów nie miałam, i za jakiś czas zupełnie nieoczekiwanie dostałam cieplutkie, piękne- pasujące buty- no cud po prostu!
Dodaj historię
Marzenie o Holandii

Losy życiowe różnie się plotą. Wtedy we wczesnych latach osiemdziesiątych paczki z Holandii to był dla mnie pierwszy powiew Zachodu. Pamiętam jak z mamą je otwieraliśmy. Wszystko było kolorowe i pięknie pachniało. Wycinałam sobie z torebek po kawie i słodyczach obrazki, literki. Później pisałam nawet listy, składając ze starego słownika mamy angielskie słówka, pewnie bez ładu i składu. Marzyłam wtedy, że kiedyś zobaczę tę kolorową Holandię. No i po latach tak się złożyło, że wyszłam za mąż za Holendra i zamieszkałam w tym kraju. Tak to właśnie bywa w życiu. Niestety nie pamiętam adresów i nazwisk tych wspaniałych ludzi z Hagi, którzy dla nas tę pomoc w stanie wojennym słali, ale korzystając z tej strony symbolicznie im za te paczki dziękuję. Bo to była dla nas niesamowita dawka luksusu w szarej komunie, a dla mnie także jakaś inspiracja, żeby potem wyruszyć w świat i ułożyć sobie życie.
Pomarańczowy ser

Moja prababcia Stenia z córkami mieszkała w latach 80-tych na wsi pod Toruniem. Paczki z zagranicy z żywnością były rozdzielane przez księdza z parafii. Babcia pamięta swoja radość, gdy dostała kawałek sera, który był koloru pomarańczowego. Okazało się, że był to ser holenderski, którego nie znała. Dostawała także masło solone, olej, ryż, których brakowało w naszych sklepach. Najbardziej babcia jest wdzięczna za lekarstwa, które dostała w darmowej aptece w Toruniu, gdzie rozdzielano lekarstwa pochodzące z darów z zagranicy. Bardzo jej pomogły. CEO
Wełniane rękawiczki

Nasza rodzina z dziećmi, które przychodziły kolejno na świat (1982, 1984, 1985, 1987, 1991) była wyjątkowo szczodrze obdarowywana przez te wszystkie lata. Duża cześć pomocy pochodziła z anonimowych źródeł - za którymi oczywiście stała niezwykła ludzka ofiarność i serdeczność. Pamiętamy np. wykonywane przez szkolne dzieci z Norwegii wełniane rękawiczki. Dwie konkretne rodziny przysyłały nam w tym czasie paczki. Jedna z nich to Gisela i Werner z Niemiec, z okolic Frankfurtu nad Menem. Te rodzinę znaliśmy wcześniej - byli zaangażowani w pojednanie polsko-niemieckie i gościli nas wcześniej u siebie. Przesyłki otrzymywaliśmy również sporadycznie od ludzi, poznanych wcześniej przypadkiem i dość przelotnie. Odnajdywali oni po latach nasz adres i w okolicach świat sprawiali niespodziankę paczka z kawa, czekolada i innymi bajecznie kolorowymi na ówczesnym szarym tle upominkami. To okropne, ze dotąd nie podziękowaliśmy tym ludziom - dziękujemy za przypomnienie.
Kolorowe mydła

Na paczkę z Francji zapisała moją rodzinę ciocia, która mieszkała wówczas w Paryżu. Pierwsza paczka przyszła do prababci Broni. W kartoniku było mnóstwo czarnej kawy, herbata, cukier, czekolady, kasze i inne artykuły spożywcze. Prababcia zebrała wszystko i zaniosła do tajnego schowka „na wypadek wojny”. Wtedy okazało się, jakie są prababci zapasy: leżało tam co najmniej 30kg cukru, 10kg mąki, 6 paczek herbaty, 4 paczki kawy, kilka kilo kasz, poszewka szarego mydła i wiele innych produktów. Wszystko poowijane w poszewki od poduszek robiło wrażenie upchanych w tapczanie śpiących niemowląt. Paczka z Francji zdradziła zapasy prababci, ale pozwoliła mojej rodzinie myśleć o tym, że gdzieś żyje się inaczej, lepiej, a produkty pachnące i łatwo dostępne. Najcenniejszą zdobyczą były kolorowe pachnące mydła, używane tylko na specjane okazje.